2

Coś się czai, dyszy, grozi

Pierwsza myśl dotarła do mózgu jeszcze przed otwarciem oczu.
– Gdzie jestem?
Odpowiedź na jakiekolwiek inne pytanie nie miała teraz sensu. W ogóle nic nie miało sensu, dopóki nie dowiem się gdzie jestem. Co ważniejsze, nie wiedziałem, gdzie jest Aleksandra. Niepokój przybierał na sile.

– Zrób coś a nie maż się jak jakaś baba – powiedziałem sam do siebie, chyba ciut za głośno, bo w głowie momentalnie odezwało się uczucie tępego bólu. Coś jak kac, tyle że nie wynikający z nadużycia alkoholu, a ze zbyt intensywnej produkcji adrenaliny i uzyskiwanej z niej esencji magicznej.

W ułamku sekundy wszystko wróciło. Moja pamięć ze zdwojoną energią zaczęła błyskawicznie przekazywać do mózgu całe obszary chwilowo zagubionej świadomości. Odruchowo sięgnąłem w dół, gdzie spodziewałem się znaleźć rękojeść mojej broni. Przez chwilę nie byłem pewien tego, co poczuję w dłoni, jednak cichutki brzęk, jaki wydał mój mocno już sfatygowany miecz, wpłynął na mnie uspokajająco.

– OK, wszystko wydaje się w porządku, teraz trzeba jakoś poradzić sobie z tymi ciemnościami – brzęczenie w uszach nie pozwalało mi jednoznacznie stwierdzić, czy mówię tylko do siebie i tylko w myślach.

W tej samej chwili ostatni element wpasował się w swoje miejsce. Już wiedziałem. Paraliżujący strach ogarnął mnie tak dotkliwie, że musiałem się pochylić, aby nie upaść. A może to nie strach, może to jakiś szósty zmysł, bo gdy tylko pochyliłem głowę poczułem podmuch powietrza nad włosami. Pomruk i szelest, które usłyszałem chwilę później tylko potwierdziły to, co już i tak wiedziałem. Nie wiem co, bo chyba nikt nie wie – jaszczur, gad, bazyliszek, smok – niech się nazywa jak chce. W każdym razie obrzydliwie oślizgłe stworzenie wielkości mojego domu obrało sobie za cel mnie i Aleksandrę. Ta odrobina magii, która jeszcze tliła się we mnie na pewno nie wystarczy, aby uczynić mu jakąkolwiek krzywdę. Miecz może posłużyć tylko do rozśmieszenia drapieżnika, który czaił się gdzieś w mroku spowijającym wszystko wokół mnie.

– Czy to już koniec? – przemknęło mi przez myśl.

Nie wiedziałem w jaki sposób zwierzę (bo to chyba zwierzę) mnie lokalizowało. Starałem się nie wydawać żadnego dźwięku, nie miałem na sobie nic świecącego. Zapach? Nieważne. Wszystko jedno. Jeśli chcę żyć, muszę coś zrobić. Teraz, tutaj, już.

I nagle usłyszałem coś. Nie miałem żadnej wątpliwości, że ten głos nie pochodzi ze świata, w którym się znajdowałem. Uczepiłem się go kurczowo a nadzieja, którą poczułem, dała mi chwilowy spokój. Ta chwila wystarczyła, abym mógł przywołać resztki sił i wykonać jedyny manewr, na który w tej sytuacji mogłem jeszcze się zdobyć. Szybki choć krótki zamach musiał wystarczyć. Kierunek wybrałem podświadomie, nigdy nawet nie próbowałem się zastanawiać skąd zawsze wiem takie rzeczy. Potężny ryk dobiegający z przodu dowodził, że i tym razem decyzja była słuszna a jej wykonanie bezbłędne.

W trzech krokach pokonałem odległość, jaka dzieliła mnie od punktu, w którym przez ułamek sekundy błysnęło coś, co mogło być tylko światłem z zewnątrz. Nie miałem czasu wracać po miecz, którym rzuciłem w oko mojego prześladowcy. Była już 8:40. Aleksandra stała za drzwiami, które nawet nie wiem, jak udało mi się otworzyć. Stała tam. Cała. Uśmiechnięta i lekko zdziwiona.

– Zakładaj buciki tatusiu. Już musimy iść

– Tak córeczko. Musimy. Za 20 minut będzie śniadanko, a my jeszcze musimy z Westą do lasu wejść na chwilę. Całą noc nie sikała…

Leszek
 

Jestem copywriterem. Pomagam ludziom w mówieniu i pisaniu w możliwie prosty sposób tego, co oni często niepotrzebnie komplikują. Pomogę Ci dotrzeć do Twojego klienta.
Kiedy nie piszę, jestem ojcem i mężem.
Pasjonują mnie wszystkie 3 moje zajęcia.
Niesamowicie kocham życie :)

  • Witam serdecznie. Czy moge zadzwonic lub wyslac maila bardziej tresciwego odnosnie traffika? Chodzi mi o podatki przy jednoczesnym prowadzeniu dzialnosci gospodarczej. Przepraszam za brak polskich znakow ale alt mi nie dziala w tej klawiaturze od telewizora.

  • admin

    501 676 001 – zapraszam