A ty, tatusiu…

Za niecałe 16 lat moja córeczka będzie dorosła.

Ma dopiero 2 lata i 5 miesięcy, ale coraz mężniej walczy o swoją niezależność. Czasem śmiejemy się z żoną, że świat tak szybko schodzi na psy, że nasza córka postanowiła dorosnąć, aby jeszcze zdążyć doświadczyć normalności.

Ostatnio zwalczyła bossa ważnego poziomu – Pana Pampersa. Długo (a przynajmniej nam tak się wydawało) nie wykazywała żadnego zainteresowania w pozbyciu się twardej, mokrej kluchy, skutecznie utrudniającej poruszanie się (ale za to amortyzującej każdy upadek). Rodziło to śmieszne sytuacje: Ola umiała sama sobie zmienić pampers i robić wiele innych rzeczy, które wydawały nam się świadczyć o znacznie wyższym poziomie rozwoju. W końcu jednak, pewnego pięknego dnia (czwartek) postanowiła, że będzie robić siku i twarde siku do ubikacji.

Mniej więcej tydzień (a nawet dokładnie tydzień, bo znów był czwartek) od tego historycznego wydarzenia, zdecydowaliśmy z córeczką, że jedziemy na wycieczkę rowerową. Żona jak zwykle pracowała (jak to nauczycielka – pracuje przecież tylko 19 godzin tygodniowo) więc w podróż mieliśmy wyruszyć sami. I coś nagle w córce pękło. Stoi w kasku i całym stroju rowerowym a po kolanach ciurkiem płynie sik… No cóż. Zdarza się (choć w zasadzie – o dziwo – przez cały ten tydzień się nie zdarzało). Tak więc zdejmujemy kask, zdejmujemy buty, skarpetki, spodenki, majteczki (wszystko z wyjątkiem kasku mokre). Oczywistym jest, że sztuka układania ubrań mojej córki, a raczej rozmieszczania ich w szafie przez moją żonę jest sztuką dla mnie tajemną. Sporo więc czasu minęło, zanim udało mi się skompletować wszystko, aby moją córeczkę przygotować do drogi kolejny raz.

(…)

Czterdzieści minut później stałem nad Olą obserwując w niemym zachwycie jak po raz czwarty cytrynowy strumyczek toruje sobie drogę przez zakamarki spodenek i wypływa leniwie na udo i kolanko, by zniknąć za gumką skarpetki i nasączyć wkładkę sportowego obuwia z nieludzkim wysiłkiem zlokalizowanego przeze mnie na dnie szafy, którą podejrzewałbym o wszystko, ale nie o to, że mieści w sobie buciki rozmiar 25. Oczywiście – określenie „niemy zachwyt” w bardzo niewielkim stopniu oddaje burzę uczuć i emocji, które w owej chwili ogarniały mój umysł. Jak się łatwo domyślić, moja twarz odzwierciedlała (choć pewnie i tak tylko w pewnym przybliżeniu) stan mojego umysłu. Kiedy więc dreszczyk sygnalizujący zakończenie procesu realizacji podstawowej potrzeby fizjologicznej przebiegł przez ciało mojej córeczki, ta spojrzała do góry, na mą pełną miłości fizjonomię i rzuciła:

– A ty tatusiu nie rób miny, tylko szybko tu posprzątaj, bo trzeba już jechać.

00_4

Kocham ją ogromnie.

Leszek
 

Jestem copywriterem. Pomagam ludziom w mówieniu i pisaniu w możliwie prosty sposób tego, co oni często niepotrzebnie komplikują. Pomogę Ci dotrzeć do Twojego klienta.
Kiedy nie piszę, jestem ojcem i mężem.
Pasjonują mnie wszystkie 3 moje zajęcia.
Niesamowicie kocham życie :)