1

Być biegaczką, czy żoną biegacza

Nadeszła pora na debiut

Poniższy tekst jest debiutem blogowym mojej żony – Anety, która jest dla mnie stałą podporą i inspiracją.
Kibicuje mi dzielnie we wszelkich moich poczynaniach, jakiekolwiek by one nie były (zwariowane, totalnie głupie, wymagające, nierealne, naiwne, trywialne, beznadziejnie beznadziejne oraz te najrzadsze – mądre i realne choć być może, trudne). Czasem sam tracę wiarę, ale jej wiara we mnie dodaje mi sił i podnosi na duchu. Dlatego z ogromną radością przyjąłem informację, że napisała coś, co chciałaby abym opublikował.
Po pierwszym przeczytaniu tego tekstu (kiedy już wyczerwieniłem się za wszystkie czasy) powiedziałem jej, że nikt nie uwierzy, że tekst nie jest napisany przez nią na moje zamówienie i żeby go mocno schłodziła, bo jest po prostu klakierski 🙂
Kiedy jednak stwierdziła, że tak właśnie czuła, gdy zaczynała biegać i że teraz też wie, jak ważne jest wsparcie drugiej osoby w każdym przedsięwzięciu – nie mogłem dłużej oponować i choć ciągle uważam, że nie zasługuję na takie słowa (i nie jest to fałszywa skromność, bo przecież wiem po co ją w to wciągam – aby mieć partnera do biegania), to zamieszczam je i mam nadzieję, że nie będzie to pojedynczy wybryk ale zmierzająca ku regularności działalność.
A teraz już zapraszam do lektury debiutu.
Przed Państwem jedyna w naszym domu biegaczka, która zdobyła medal za zajęte miejsce w biegu (III) a nie za udział w biegu (jak to niestety jest ze mną):
Aneta Buczak

Biegać? Ja? A w życiu!

Nigdy nie należałam do osób wybitnie sprawnych fizycznie, ani nawet do osób szczególnie lubiących się ruszać. bieganie Na jasną stronę mocy przeszłam 8 lat temu za sprawą Głównego Motywatora Mojego Życia – mojego Męża (w skrócie Gieememżet). To on nie odstępował mnie na krok w moich pierwszych kroplach potu, łzach, upustach złości i to na niego spadały te wszystkie epitety i zapewnienia, że ja to nie będę.
Nigdy i wcale.

 

Trudne początki czasem są trudniejsze niż się wydaje

Tak, początki nie były trudne, one były po prostu straszne. Jak czuje się człowiek, którego własne ciało buntuje się zanim zdoła „przebiec” 100 metrów? Co się czuje walcząc o każdy oddech, będąc wyprzedzaną przez spokojnie idącego obok mężczyznę?
Co ja robię? Przecież to nie jest dla mnie.
Ja się do tego nie nadaję.
Muszę przestać…
Nie chcę!
Nie będę!

Po pewnym czasie jest trochę lepiej. Z naciskiem na „trochę”

Pierwsza faza za mną: zwątpienie. Teraz przychodzi czas na wyszukanie stosownych usprawiedliwień: pewnie nie mam predyspozycji, może jestem na coś chora, więc lepiej nie kusić losu, mam zbyt wymagająca/męczącą pracę, przecież nie muszę akurat biegać. Zostaw to.
Po drugim wyjściu na trening dochodzi okropny ból ścięgien Achillesa – podziękowanie za lata chodzenia na wysokich obcasach (czyt. skrócenie ścięgien).
Kolejny ważny argument, aby nie podjąć wyzwania.

Motywacja? A co to jest?

I nie podejmuję, ale GMMŻ tak.
To on stał nade mną, gdy odmawiałam ubrania się w strój biegowy i zawiązania butów.
To on z uśmiechem truchtał przy moim boku w żółwim tempie.
To on odstawił na ten czas próby bicia własnych rekordów.
Zapewniał, że to wszystko co czuję jest tymczasowe, że moja psychika ze mną walczy, bo znalazłam się w zupełnie nowej dla niej sytuacji. Wyszłam z ciepłego komfortu siedzenia na kanapie z miseczką lodów w ręce.
To był luty 2008 roku.

bieganie

Aż tu nagle, zza płota, wychodzi…

Minął miesiąc, dwa i wtedy coś pękło. To już nie była jego motywacja, to był mój cel. W kwietniu GMMŻ wypuścił mnie na samotną przebieżkę nie martwiąc się już o to, że przeczekam za rogiem i wrócę udając zadyszkę. Wiedział, że nie mogłabym już tego zrobić. Moja ambicja została zbudowana, a plan jasno określony: pokonać własne słabości i strach. Zwalczyłam swojego największego wroga – chęć do rezygnacji. Stało się. Posiadłam tajemną i zazdrośnie skrywaną wiedzę wykładaną w każdej książce dla początkujących biegaczy. Okazało się, że takich jak ja jest wiele. Okazało się jednak też, że tylko części z nich ta wiedza przyda się w dalszym życiu, o całkiem nowej jakości.
Bo nie każdy początkujący biegacz staje się po prostu biegaczem. Do takiej przemiany potrzebna jest motywacja.
Znajdź w sobie powód, dla którego będziesz biegać. Będziesz się pocić, męczyć a potem cierpieć ból mięśni. A jeśli (jak ja) nie umiesz znaleźć go w sobie, to znajdź go poza sobą.
A może poproś kogoś – ten ktoś pewnie przeszedł przez to, przez co ty teraz przechodzisz.

Jeśli podobają Ci się moje wpisy i chciałbyś, abym informował Cię na bieżąco o tym, że na moim blogu wydarzyło się coś nowego – skorzystaj z poniższego formularza i dopisz się do listy subskrypcyjnej.  Zapraszam

Zapisz

Aneta
 

  • aneta

    Najtrudniejszy pierwszy krok!
    Świetny tekst!
    U mnie gościły podobne wymówki i emocje 😉