Podsłuchiwacz

Spacerowanie = słuchanie

Mam aktywnego psa. To znaczy, mam normalnego psa, ale chcę, żeby był zdrowy, a to wymaga od niego (i ode mnie) dużej ilości ruchu. Wychodzimy więc kilka razy w ciągu dnia na spacery a czasem na przebieżki. Aby pełniej wykorzystać ten czas (którego w ciągu dnia uzbiera się ponad 2 godziny) zwykle wkładam do uszu słuchawki i albo znajduję jakąś nową płytę w WIMP-ie albo też słucham jakiegoś radia. W skrócie – chodzi mi o to, że zwykle zamknięcie drzwi mieszkania zgrywa się w czasie z odcięciem od zdarzeń dźwiękowych innych, niż generowane przez moje słuchawki.

Był jednak taki dzień, kiedy zdarzyło się inaczej. Zaczęło się wprawdzie tak samo: słuchawki w ucho, telefon w kieszeń, stopy w buty, klucz w dziurkę, smycz na szyję i schodami w dół. I tu właśnie na schodach zaczęły się schody. Westa, pobudzona bardziej niż zwykle (a może po prostu bardziej jej się sikać chciało) wykonała jakiś dziwny ruch, którego skutkiem było wyrwanie z mojego prawego ucha słuchawki z najnowszą w niej płytą Archive. Wydarzenie to było o tyle dramatyczne, że zamiast żałosnego głosu Pollarda Berriera usłyszałem inny, równie żałosny, jednak cichszy i bardziej piskliwy:

– Mamo, nie bij! Mamo, już nie będę!

– te słowa przeplatały się z odgłosem głuchych uderzeń, które niewątpliwie lądowały na jakimś fragmencie ciała wydającego swym aparatem wokalnym opisane wyżej kwilenie.

Ciągle jeszcze nieco oderwany od rzeczywistości, przez dość długą chwilę nie mogłem zorientować się, co tak naprawdę się dzieje. Ciągle dochodzące krzyki zza najbliższych drzwi pozwoliły mi się odnaleźć a moja reakcja była w zasadzie automatyczna. Po moim dość energicznym pukaniu wszystko ucichło i w drzwiach ukazała się zaczerwieniona twarz sąsiadki, która (o ile wiem) na co dzień pracuje w przedszkolu (!).

– Dzień dobry – zacząłem- schodząc po schodach usłyszałem z pani mieszkania odgłosy, które mocno mnie zaniepokoiły.

Zwykle jestem wygadany, ale sytuacja była dla mnie zupełnie niezwykła i nie miałem za grosz pojęcia jak powinienem się zachować. Dziwność a nawet absurdalność sytuacji podkreślał fakt, że stałem u drzwi niewątpliwie (to znaczy ja nie wątpiłem, to znaczy, dotąd nie wątpiłem) porządnej rodziny. Dwaj synowie zawsze kłaniający się w pas każdemu przechodniowi, często wracający się nawet z połowy schodów, aby otworzyć komuś drzwi, albo przytrzymać je gdy wchodzący/wychodzący miał zajęte obie ręce. Z rodzicami jakichś szczególnych kontaktów nie utrzymywałem, niemniej jednak nie zdarzyło się nigdy nic, co mogłoby w najmniejszym stopniu przygotować mnie na to, co właśnie się działo.

– Nie będę z panem teraz o tym dyskutować – powiedziała Pani Sąsiadka i zamknęła mi drzwi przed nosem.

Odczekałem jeszcze kilka minut, aby mieć pewność, że sytuacja uspokoiła się i poszedłem ulżyć mojej nieszczęśliwej suczce, która zupełnie nie potrafiła zrozumieć zwłoki w jej drodze ku szczęściu.

I pewnie nie byłoby o czym pisać, gdyby nie fakt, że od tego czasu sąsiadka przestała odpowiadać na moje „dzień dobry”. Kiedyś, kiedy odpowiedziała na powitanie mojej żony a mnie zignorowała, zapytałem ją co jest przyczyną jej niechęci do mnie.

– Nie rozmawiam z podsłuchiwaczami

– usłyszałem w odpowiedzi.

Leszek
 

Jestem copywriterem. Pomagam ludziom w mówieniu i pisaniu w możliwie prosty sposób tego, co oni często niepotrzebnie komplikują. Pomogę Ci dotrzeć do Twojego klienta.
Kiedy nie piszę, jestem ojcem i mężem.
Pasjonują mnie wszystkie 3 moje zajęcia.
Niesamowicie kocham życie :)