Postanowienia noworoczne a rzeczywistość

Rok czy miesiąc?

tape_smNie bez powodu mój kolejny wpis chcę poświęcić kwestii postanowień noworocznych – jestem pewna, że najczęściej przedmiotem naszych noworocznych rezolucji jest chęć zmiany trybu życia, zrzucenia kilku(nastu?) kilogramów czy poprawienia stanu zdrowia.

Skąd ta pewność? Nie trzeba być pasjonatem szwedzkich kryminałów czy fanem mistrza dedukcji Sherlocka. Wystarczy w styczniu wejść do siłowni… Tak też zrobiłam i już w szatni natknęłam się na lekko zdezorientowaną (spanikowaną?) grupkę pań, które bardziej niż poziomem swojego treningu przejmowały się tym czy dobrze (czyt. szczupło) wyglądają w swoich strojach do ćwiczeń. Słusznie się domyślacie, więcej ich nie spotkałam.

Twój umysł – Twój wróg

hipnozaDlaczego tak się dzieje, że większość naszych noworocznych postanowień kończy się po pierwszej porażce lub nawet jeszcze przed nią? Dlaczego w grudniu jesteśmy przekonani, że teraz to już na pewno, a i tak wychodzi jak zwykle czyli w ogóle. Odpowiedź wbrew pozorom jest całkiem prosta: wszystkiemu winien jest nasz umysł. Zainteresowana tematem motywacji i realizacji celów natknęłam się niedawno na książkę Williama W. Hewitt’a „Hipnoza dla początkujących”. Już widzę te pobłażliwe uśmiechy u części z Was i wyczuwam tę chęć podniesienia ręki, by zamknąć tę stronę. Myślisz, że to bujdy? Poczekaj.

Wystarczą 3 tygodnie – zmień postanowienia noworoczne, w nawyki całoroczne

Czy wiesz o tym, że aby Twoje postanowienie weszło w długotrwały nawyk potrzebne jest 21 dni? Właśnie tyle trwa przekuwanie Twoich chęci w czyn. Tyle potrzebuje Twoja podświadomość, aby ustawić się na cel. Te magiczne 3 tygodnie to okres próby, gdy psychika jest poddawana testom – przebrnij przez ten czas, a podołasz swojemu postanowieniu. Wspomniany powyżej autor dosyć szczegółowo tłumaczy pracę jaką musi wykonać umysł, luźną chęć zamienić (nie boję się tego powiedzieć) w nakaz. W przypadku biegania czy jakiejkolwiek działalności fizycznej wymagającej wytrzymałości, dochodzi jeszcze walka z ciałem. Ciało będzie się buntowało (bolące mięśnie, mikroskurcze w łydkach, udach, być może problemy z lędźwiami i inne), głowa będzie podpowiadać całą serię uzasadnień, że się nie da (nie mam czasu, bo mam dzieci, jestem zmęczona/y po pracy, co powiedzą sąsiedzi).

Przyjaciele czasem przeszkadzają – co my byśmy bez nich zrobili…

Być może nawet ktoś bliski (bliscy są w tym najlepsi), świadomie lub nie, będzie chciał zniechęcić Cię do wysiłku („co znowu wymyśliłaś/eś?”, „znowu jakaś głupia moda” lub co gorsza „daj sobie spokój, i tak nie dasz rady”). Tymczasem walka o lepszą jakość życia (tak! tak!) powinna być Twoją prywatną walką ze sobą. Warto zatem na początku tej wyboistej drogi podkarmiać swoją niestabilną wolę. Nagradzaj się za każdy sukces i sukcesik. Kup sobie odtwarzacz MP3 i stwórz swój własny muzyczny set biegowy. Zarejestruj się na forum dla biegaczy i przekonaj się, że jest mnóstwo ludzi, którzy dokładnie widzą o czym myślisz i z czym masz problem. Ogłoś swoją decyzję, aby ci, którzy Cię rozumieją podtrzymywali Cię na duchu. Zrób sobie wycieczkę krajoznawczą po dziale dla biegaczy w dużym sklepie sportowym – oglądaj, dotykaj, przymierz. Zainstaluj sobie Endomondo i pozwól całemu światu sobie kibicować.
No ok – idź już biegać – a potem wróć tutaj i napisz jak było.

 

Jeśli podobają Ci się moje wpisy i chciałbyś, abym informował Cię na bieżąco o tym, że na moim blogu wydarzyło się coś nowego – skorzystaj z poniższego formularza i dopisz się do listy subskrypcyjnej.  Zapraszam

Zapisz

Aneta