Ucieczka na wycieczce

Przysunąłem twarz do szyby i dokładnie wtedy poczułem, że czas zwalnia.
– Spokojnie, nie dogonią nas – mówiłem tak, choć sam nie miałem żadnej pewności, że tak będzie.
– Nasz nowy napęd daje nam dużą przewagę nad nimi. Widzisz smugę za ich rufą? Korzystają ciągle z tradycyjnej jonówki. Wyciągną maksymalnie 1,7 macha a my bez problemu możemy mieć nawet ponad 2 – miałem nadzieję, że mój głos brzmi przekonująco.
W rzeczywistości nie miałem zielonego pojęcia ani o mocy naszego silnika, ani czym napędzany jest pojazd naszych prześladowców. I tak przecież nie miało to znaczenia, bo do uzyskania maksymalnej prędkości potrzebny był przynajmniej kilkusetmetrowy odcinek wolnej przestrzeni, a my manewrowaliśmy pomiędzy wyłaniającymi się z mgły i dymu fragmentami metalowo-szklanych i betonowych konstrukcji . Okolica, w której właśnie się znajdowaliśmy, ucierpiała chyba najbardziej. Nic dziwnego. Przed wybuchem konfliktu znajdowała się tu największa w regionie elektrownia. Nowoczesne społeczeństwo nie może funkcjonować bez prądu, więc cel pierwszego ataku Hamsterów był dla wszystkich oczywisty. Nic nie dały kewlarowe wzmocnienia. Nie pomogły pola siłowe. Nawet najnowsze systemy hegablastów wielokrotnie sprzężonych zwrotnie aby reagować możliwie szybko i możliwie brutalnie nie były w stanie zapobiec rzezi jaką urządzili nam Hamsterzy tylko dlatego, że byli od nas silniejsi. Ich technika wyprzedzała wszystko, czym dysponowaliśmy a zasad działania większości używanych przez nich urządzeń w ogóle nie rozumieliśmy. Co gorsza, nasza planeta nie nadawała się dla nich na miejsce do życia. Zbyt dużo wilgoci, zbyt dużo słońca. Polowali na nas dla czystej frajdy. Jak wędkarze na ryby (gdy jeszcze byli wędkarze i żyły ryby).
Dlatego też nie oceniałem naszych szans zbyt wysoko. To, co powiedziałem Aleksandrze było tylko próbą podtrzymania jej na duchu. I tak już zbyt wiele wycierpiała i zbyt wiele zła widziała. Cały czas łudziłem się, że w jakiś sposób uda mi się ją ochronić. Miałem nadzieję, że uda mi się znaleźć drogę ucieczki do jedynej kolonii, której naturalne promieniowanie było nieszkodliwe dla ludzi, a zabójcze dla Hamsterów.
Moja nadzieja jednak topniała zgodnie ze zmniejszaniem się odległości dzielącej nasze bolidy.
Nadszedł czas na podjęcie ostatecznej decyzji. Jeśli się uda, może da nam to jeszcze jeden dzień. A jeśli nie… No cóż – wiadomo, co będzie.
Przeszedłem na sterowanie automatyczne, aby móc zająć się obsługą działka antymateryjnego. Jedynego, jakie jeszcze działało. Przez chwilę czułem się jak Luke Skywalker wzywając na pomoc wszystkie kryjące się w zakamarkach świadomości moce. Skupienie. Oddech. Pomału ściągnąć spust.
Chwilowa panika pozbawiła mnie tchu, Zdałem sobie sprawę, że strzał, który właśnie oddałem wyczerpał cały zapas. Jak już wspomniałem – czasem mamy wrażenie, że czas zwalnia, a nawet zatrzymuje się i milisekunda rozciąga się w sekundy a nawet minuty. Panika ustąpiła natychmiast gdy zdałem sobie sprawę, że nic nie widzę, oślepiony wybuchem zbiornika paliwa jonowego naszych wrogów.
Z niedowierzaniem pomieszanym z radością krzyknąłem do Aleksandry:
– Udało się! Nie ma już Hamsterów! Żadnych więcej chomików.
– Ktoś kupił wszystkie? – pytanie Aleksandry było dziwne. A jednak spowodowało, że czas znów zaczął płynąć normalnie. Oderwałem nos od szyby sklepu zoologicznego a wzrok od pustej klatki po chomikach.
– Chyba tak, Kochanie. Pewnie ktoś bardzo lubi chomiczki i postanowił nie rozdzielać takiej ładnej rodzinki.
Ola chwyciła mnie za rękę i zaczęliśmy się oddalać od sklepu.
– Szkoda tatusiu. Lubię patrzeć na chomiczki. Może pan przywiezie nowe?
– Na pewno, córeczko. Chodź szybciej, mamusia już czeka z obiadem

sz

Zapisz

Zapisz

Leszek
 

Jestem copywriterem. Pomagam ludziom w mówieniu i pisaniu w możliwie prosty sposób tego, co oni często niepotrzebnie komplikują. Pomogę Ci dotrzeć do Twojego klienta.
Kiedy nie piszę, jestem ojcem i mężem.
Pasjonują mnie wszystkie 3 moje zajęcia.
Niesamowicie kocham życie :)