Jak i o czym pisać i mówić – blog marketera

Jak ten czas leci… 🙂

pisz, pisz, piszNie wiem jak to się stało, że przez kilka miesięcy nie napisałem niczego na blogu.

Nie usprawiedliwia mnie to, że w międzyczasie wydarzyło się niesamowite mnóstwo niesamowicie ważnych spraw. Nie usprawiedliwia mnie nic. Posypuję głowę popiołem i proszę o wybaczenie, bo przecież w marketingu internetowym brak publikacji to prosta droga do śmierci. 
Skoro już więc utraciłem resztki wiarygodności jako publikujący marketer, podzielę się z Wami moimi sposobami na to, by nie mieć blokady przed pisaniem ani mówieniem w mediach internetowych.

Pisać trzeba ciągle

Kiedy spadniesz z konia, musisz jak najszybciej na niego wsiąść z powrotem. To stara prawda, która w przypadku nagłej przerwy w pisaniu sprawdza się znakomicie.
Blog, a w szczególności blog profesjonalisty, a już w szczególnej szczególności blog profesjonalisty w marketingu internetowym, nie może mieć dziur. Może niekoniecznie wymagany jest codzienny wpis, ale przerwa kilkudniowa to już poważne naruszenie zasad i proszenie się o to, by klienci znaleźli sobie inne miejsca w sieci warte odwiedzania.

No zgoda, ale o czym?

No właśnie. Ten problem nie pojawi się, jeśli nie wyjdziesz z rytuału. W myśl zasady:

” To na czym się koncentrujesz – rośnie 

regularne pisanie wprawi zarówno twoje świadome, jak i podświadome myślenie w tryb ciągłego pobudzenia. Będziesz funkcjonować jak pies myśliwski na spacerze po lesie. Każdy napotkany fragment informacji (książka, gazeta, głos w radio, podsłuchana rozmowa) będzie dla ciebie prawdziwym źródłem inspiracji. Pojawi się tunelowe widzenie, które pozwoli ci bez problemu dostrzegać na każdym kroku tematy, które warto opisać. Wystarczy tylko zacząć.

Ile trwa taki rozpęd?

Nie będę oszukiwał. Nie od razu staniesz się mistrzem weny i ogromnym naczyniem na cisnące się na świat słowa, zdania i akapity. Pierwsze 2 a może nawet 4 tygodnie będą upływać pod znakiem ciągłego zmuszania się i wątpienia w sens. Ale mniej więcej pod koniec tego okresu powinna być widoczna wyraźna poprawa. Twój umysł wejdzie w nawyk, o którym piszę powyżej i później, jeśli już będzie pojawiać się jakiś problem, to raczej odwrotny – będziesz się zastanawiać, czy można pisać tak dużo i tak często, jak byś chciał. 

Czy można ten okres jakoś skrócić?

Można. A w zasadzie nie tyle skrócić, co odsunąć. Można zacząć stosować zewnętrzną inspirację. Zamiast tworzyć wszystko we własnej głowie i zatrudniać swoje siły podświadome, można zacząć przeglądać blogi swoich mistrzów w poszukiwaniu tematów, czytać napisane przez nich książki, słuchać podcastów. Oczywiście – o ile nie posuniesz się do plagiatu, nie ma nic złego w takiej metodzie. Musisz jednak pamiętać, że ma to być inspiracja – zapalnik, a nie cała bomba. Pobierz i wykorzystaj samą ideę, główną myśl, kierunek, w którym będziesz podążać już samodzielnie. Jeśli zaczniesz po prostu kopiować (stosując parafrazowanie, żeby uniknąć banu od Googla i pozwu od autora), twoja wyobraźnia i podświadomość nie uruchomią się do pracy twórczej.

Jest jedna zasada: trzymaj się zasad

Pisanie bloga ma być twoim sposobem na zajęcie pozycji eksperta. Nie niszcz tego obrazu pisząc niedbale, źle stylistycznie, niegramatycznie. Pamiętaj o interpunkcji. Jeśli nie masz pewności, że tekst jest dobrze napisany, przed opublikowaniem pokaż go komuś. A już koniecznie sam go przeczytaj. Koniecznie na głos. Dobrym sposobem jest przeczytanie tekstu komuś. Wtedy najłatwiej wyłapać błędy stylistyczne i merytoryczne, choć (niestety) trudniej błędy interpunkcyjne. Jeszcze lepszym rozwiązaniem będzie jeśli ktoś przeczyta na głos ten tekst przy tobie. Od razu będziesz też mieć pierwszą interpretację – zobaczysz, jak odbiera znaczenie i jak rozkłada akcenty ktoś, kto wcześniej tekstu nie znał.

Pamiętaj – pisanie nie jest obowiązkowe. 

Jeśli nie czujesz się z tym dobrze, jeśli taki sposób przekazywania własnych myśli, wiedzy i  emocji nie przekonuje Cię – odłóż pisanie na jakiś czas. Zacznij nagrywać filmy albo robić podcast. Mówienie pozwala na dołożenie do samego tekstu dodatkowej warstwy znaczeniowej – intonacji. W filmach dołożysz jeszcze mowę ciała. Znacznie łatwiej wtedy przekazać, co się tak naprawdę myśli. Ale… Nie ma nic za nic – trzeba opanować zdecydowanie większy stres.
Ale o tym kiedy indziej.

To jak – wybaczycie mi, że tak długo nie pisałem?
Obiecuję poprawę 🙂

Jeśli podobają Ci się moje wpisy i chciałbyś, abym informował Cię na bieżąco o tym, że na moim blogu wydarzyło się coś nowego – skorzystaj z poniższego formularza i dopisz się do listy subskrypcyjnej.  Zapraszam

 
 

Zapisz

Zapisz

Leszek
 

Jestem copywriterem. Pomagam ludziom w mówieniu i pisaniu w możliwie prosty sposób tego, co oni często niepotrzebnie komplikują. Pomogę Ci dotrzeć do Twojego klienta. Kiedy nie piszę, jestem ojcem i mężem. Pasjonują mnie wszystkie 3 moje zajęcia. Niesamowicie kocham życie :)